ISTOTĄ CZŁOWIECZEŃSTWA JEST SŁOWO

           Istotą człowieczeństwa jest słowo – przecież to ono było na początku u Boga. Jednak, będąc nawet ateistami, gdy spojrzymy na dzisiejsze słowo, dojdziemy do zaskakującego wniosku – otóż straciło ono jakąkolwiek wartość. Nie pomogą nam w tej matowej sytuacji ani fiszki, ani słowniki tysiąca najpopularniejszych słow. Jesteśmy tylko niewolnikami słowa, słowa nas ograniczają, prawdziwych słów już dzisiaj nie ma.

Dostojewski całe swoje życie badał tajemnicę człowieczeństwa i najbardziej widoczne jest to w „polifoniczności” jego dzieł, gdzie dialogi toczą się same, jakby bez udziału bohaterów pozbawionych mocy wpływania na ich kształt. Czytelnik u Dostojewskiego nie ma dostępu do rzeczywistości bohatera bez kreacji słowa. Czy zatem nasze rozmowy nie stały się już polifonią?

To, co szczególnie mnie interesuje we współczesnej komunikacji, to sposób budowania autonomii słowa, czyli proces izolowania naszych słów od życia. Jest to oczywiście sygnał niedomknięcia i szkicowości naszej rozmowy, która stopniowo przeradza się w dialog permanentny, bez kresu i bez znaczenia – a co najważniejsze z perspektywy badawczej – dialog ten nie może istnieć bez odbiorcy, ale jego rola skupia się tylko na biernym słuchaniu, a raczej posłuchiwaniu. Tak więc powstaje przestrzeń Słowa i ściany, w której słowo bezmyślne odbija się o ścianę odbiorcy i upada, pozostając wyizolowanym skrawkiem rzeczywistości. Powoli zamykamy się w słowach-fortecach, nierozumianych światach oddalonych od siebie dobrych sto mil beznadziejności i bezmyślności. Tworzymy słowniki stu słów, TOP 10 każdej kategorii, zamykamy się w jednym kręgu kulturowym, którego nikt nie rozumie, i nikt, niestety, nie podejmuje ryzyka zrozumienia. W gąszczu niepraktycznych słów gubimy poczucie złożoności naszego świata poświęcając się jedynie ulotnej doczesności, krainie pozornej szczęśliwości. Dlatego nasze słowa stały się ulotne, chwilowe, bezpłciowe (a może gender?). A co najgorsze – nie do zapamiętania. Rozpoczynając rozmowę coraz częściej zapominamy o naszej wiedzy o świecie i przyjmujemy prawa rządzące innym, dotychczas obcym światem, których racjonalności nie weryfikujemy. Sytuacja ta prowadzi oczywiście do konfliktu wewnętrznego, ale przede wszystkim do anarchii słowa. Powstają więc zdania bez jakiejkolwiek wartości merytorycznej, bezsensowne, pozbawione ładunku emocjonalnego. Dlatego każdy z nas stopniowo staje się czystą zewnętrznością i nie ma nic do zaoferowania oprócz kolejnego słowotoku.

Stąd tez obecna sytuacja rozmowy, która stała się paralelnym światem wobec naszego. Przyjrzyjmy się otwartości naszej komunikacji, wszelka prywatność została już wytępiona przez stopniową sakralizację plotki i sensacji – jak w Idiocie Dostojewskiego. To samo stało się z charakterem naszej wypowiedzi – pozorna subiektywizacja tylko wzmacnia pozycję obiektywizacji i globalizacji - powtarzając za Heglem – odrzucenie umacnia to, co odrzuca. I właśnie tu mamy do czynienia z polifoniczną strukturą naszej rozmowy – nasze słowa nie mają jednej artykulacji, są wykrzykiwane przez tłumy i często nierozumiane. Współczesna rozmowa niejednokrotnie traci swój status społeczny i zamiast łączyć – dzieli. Spychamy ją na plan dalszy naszego życia, poświęcając się jedynie potrzebom materialnym. Właściwie nasze życie stało się reklamą wzbogaconą o parę minidialogów. Reszta słów, które wypowiadamy, to rozkazy – co szczególnie widać w relacji rodzic-dziecko – oraz dziś już tak popularne hejty. Temu ostatniemu pojęciu pragnę poświęcić się najbardziej. Otóż współczesna kultura – a może powtarzając za Oswaldem Spenglerem zmierzch kultury, czyli cywilizacja – znajduje swój wyraz w nieuzasadnionej krytyce - oczywiście nobilitującej argumentum ad personam. Było to szczególnie widoczne m.in. podczas ostatnich debat prezydenckich przed drugą turą, kiedy to właśnie pozamerytoryczne argumenty atakujące bezpośrednio Andrzeja Dudę odczytane zostały nie jako akt desperacji, ale prawdziwej woli walki i wyrachowania. Nie chodzi jednak tylko o hejty w polityce, ale przede wszystkim o hejty w naszym życiu. W Erystyce, czyli sztuce prowadzenia sporów Schopenhauer określa ad personam jako ostatni sposób nieuczciwej argumentacji. Tymczasem nasza cywilizacja uczyniła je początkową fazą dyskusji. Nie można obwiniać tu tylko czynników wspomagających, a więc komunikatorów internetowych, czy nawet naszej polskiej mentalności, gdyż hejty zrodziły się w przestrzeni rozmowy realnej, a nie wirtualnej i są zjawiskiem powszechnym w większości krajów. Co je powoduje? Właśnie wspomniana wyżej anarchia słowa, czyli stopniowe zapominanie ich znaczeń. Nie chodzi tylko tu o to, aby trzymać się ścisło rygorystycznych zapisów definicji słownikowych, ale o właściwe użycie. Zaczynając proces rozmowy nie staramy się myśleć o jej końcu ani o jej kształcie – płyniemy razem z naszymi słowami w wir zapomnienia. Nie dążymy do osiągnięcia konkretnych celów, z którymi nasza rozmowa jest związana, ale przede wszystkim – nie próbujemy budować jakiejkolwiek relacji. I właśnie bez tej relacji nie osiągamy zamierzonych celów. Zamiast hejtować możemy przecież spokojnie porozmawiać, unaocznić nasz problem i spróbować go wspólnie rozwiązać. Jednak ta droga jest trudna do przebycia, ponieważ dzisiaj już siebie nie rozumiemy, mimo że mówimy tym samym językiem. Łatwiejszy wydaje nam się po prostu sposób rozwiązywania konfliktu przez tworzenie nowego problemu. Niestety, jest on również skuteczniejszy. Do tych linii napięć dodałbym jeszcze jedną, a niezmiernie ważną: czy hejt jest wytworem naszej aktywności, czy może być traktowany jako czynnik sprawczy? Dotychczas, na podstawie badań głównie amerykańskich specjalistów, uważano go za nowy wytwór społeczności. Jednak nie sposób zauważyć, że wraz z ewolucją ludzką ewoluował hejt – zaczął on zajmować aktywną postawę twórczą. Dlatego jego historia nie kończy się razem z końcem komunikacji – to osobny świat rządzący się własnymi prawami, któremu my się podporządkowujemy, akcentując swoją niemoc wobec potęgi słowa. W efekcie zatem – jesteśmy niewolnikami słowa, a kłopoty związane z nieporozumieniami wokół komunikacji międzyludzkiej zdają się nie do rozwiązania i wymagają podjęcia prób poszukiwania nowego sposobu definiowania i artykulacji.


SZYMON JEZIERSKI

Uczestnik biegu życia, odrzucający odrzucenie. Wolę herbatę.