W OCZEKIWANIU NA ZMIANY

Znam tę nudną drogę na pamięć. Tak dobrze, że nawet brak światła wtenczas nie przeszkodziłby mi wrócić do domu. Jestem tego pewny. Nie umiem sprecyzować przyczyny, która wywołała ten stan. Sam już przestałem się zastanawiać, czy to prostota tego miejsca, wyjałowione myślenie tutejszego społeczeństwa, które najprawdopodobniej towarzyszyła również budowniczym odpowiedzialnym za to miasto, czy też winowajcą jest czas, który zatrzymał mnie w tym miejscu na tak długo, że zdążyłem tę drogę zapamiętać. 

Jestem nomadą o skłonnościach do częstych i długich pielgrzymek, nie zwracając uwagi na to czy już tu byłem, czy idę w nieznane, skąd nie będę wiedział jak wrócić. Tak długo się w tym zatracałem, że nie groźne mi zgubienie. Bardzo męczy mnie ta monotonia, ta syzyfowa powtarzalność, ta przeklęta nudna codzienność, mój byt tutaj…

Miasto moje brudne i szare. Było tak odkąd pamiętam. Zmieniły się tylko punkty odniesienia. Okolica już dawno odmieniła swoje oblicze. Niestety tylko okolica. My jesteśmy wciąż tacy sami. To sprawiło, że nasza odwieczna brzydota jest tak wyraźna. Wstydzę się tego. Nie potrafię już odnaleźć inspiracji w tym miejscu. Każdy ruch jest taki przewidywalny. Nawet kasjerka jest tu przez wszystkich znana. Ona też z resztą zna nas bardzo dobrze. Nawet za dobrze. Życie w takiej klatce jest bardzo niebezpieczne. Można sobie łatwo zrobić krzywdę w tak ciasnej przestrzeni. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której najnormalniej w świecie zrobiliśmy coś bardzo głupiego. Prozaiczny scenariusz. Upadek. Co wtedy? Oczywiście koniec tej historii jest bardzo oczywisty. Wszechwiedząca kasjerka ma już kolejny temat do plotek z Masą, która ją odwiedza co dnia, a my palimy się ze wstydu i myślimy, które wyjście z sytuacji będzie lepsze: skok z klatki, w której mieszka Masa, czy może ‘hangout’ na lince w podziemiach Masy. 

Masa bez wyrazu lubi swoje miasto. Masa nie lubi jak się jej przesadza. Masa ma swój plan dnia. Masa chodzi do Kościoła. Masa nie lubi Kościoła. Postrzeganie rzeczywistości przez Masę, jeśli w ogóle można ich egzystencję nazwać rzeczywistością, wykreśla zero jedynkowy kod: tak - nie, chcę - nie chcę, mam - nie mam. Ich debilizm przekracza wszelkie normy. To powinno być karalne.

Najbardziej wydeptana droga Masy jest już dawno zapomniana przez Wyższą kastę. Ta społeczność, to zupełni inny świat. Życiowe cele, priorytety, kredyty, hipoteki, magisterki, doktoraty. Żyć nie umierać. Wyższa kasta już dawno nie mieszka z Masą. To są ludzie, a nie jakieś karykatury człowieka i małpy. Wyższa kasta mieszka gdzieś na obrzeżach. Gdzie dokładnie są ulokowani nie wie nikt. To ich tajemnica. Jedyne własności to wglądu publicznego są sklepy i banki. To oni je tu przywieźli. Lokale na pierwszy rzut oka przytłoczone codzienną zabudową są równie nijakie. Jednak bardzo często je odwiedzam, ze swoją trupą. Mamy tu choć namiastkę lepszego świata. Najczęściej bywamy w tym na rogu. Przy wejściu można najczęściej spotkać dwóch gorylowatych dżentelmenów pomagających otwierać trzymetrowe zbrojone drzwi. Zaraz na lewo maszyna do lodów. Na wprost półki. Takie pełne od przypraw i trunków, że nie sposób wszystkich spamiętać. Daje to jednak ogromny wybór i niepowtarzalność w kuchni. Masa tu nie bywa. Nie stać jej. Z resztą nawet gdyby doszukali w swych szmacianych portmonetkach ostatnich miedziaków na dzikie owoce, nie wiedzieliby co z nimi zrobić. Masa się nie liczy, więc i produktów dla masy tu nie ma. Masa kupuje pod klatką u Wszechwiedzącej. Tutaj panuje cisza i spokój. Czasem jakieś jazzowe brzmienia w tle zagrają dla odmiany. Tajemnica i szacunek to dwie podstawowe zasady w sklepach Wyższej kasty. To czyni je wyjątkowymi. Droga tutaj prowadzi jednak przez Masę. Tak kończy się ładny świat mego świata, mego miasta. Miasto moje brudne i szare. Było tak odkąd pamiętam…


PATRYK EDWARD KOŁODZIEJSKI

Pomysłodawca i założyciel Kulturalnych przy kawie, nie tylko odpowiedzialny za szatę graficzną. Barista, designer, student wzornictwa.

@ vousEdward na Twitterze